Inspiracje października

Zosia Filmy, Inspiracje Leave a Comment

To już najwyższy czas na inspiracje października! Z drugiej strony pogoda w listopadzie jest na tyle łaskawa, że można zapomnieć, że trwa już kolejny miesiąc :) 

Jesienią dni stają się na tyle krótkie, że główna aktywność przypada właściwie na wieczór. Trudno mi się zmobilizować do wieczornego wyjścia z domu. Mimo to w październiku udało mi się naprawdę sporo wycieczek kulturalnych, przede wszystkim filmowych. Można się było zaszyć w ciepłym kinie :)

Twój Vincent

reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman

„Twój Vincent” to film, o którym było bardzo głośno jeszcze na długo przed tym, jak pojawił się w kinach. Przyznam, że ja nie mogłam się go już doczekać! Za jego powstaniem stoi niezwykły pomysł przeniesienia na ekran historii Vincenta van Gogha ukazanej za pomocą jego obrazów. Każda klatka to dzieło malarskie, wiele z nich odwołuje się do rzeczywistych prac van Gogha. Fabuła przedstawia dochodzenie, podczas którego młody chłopak, próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci malarza. Głównym natchnieniem Doroty Kobieli – autorki tego niezwykłego przedsięwzięcia –były autentyczne listy, które malarz napisał przed śmiercią (głównie do swojego brata – Teo). Akcja odgrywa tu jednak moim zdaniem drugorzędną rolę, wobec warstwy wizualnej. Ta zachwyca, hipnotyzuje, a jednak chwilami powoduje pewne znużenie. Przyczyną jest tu ekspresyjny styl artysty, który w tak dużym natężeniu jest momentami przytłaczający. Ale niezależnie od tego, to absolutne must see!

Blade runner 2049

reż. Denis Villeneuve

Nowy „Blade Runner”, to również wizualna perełka, choć zupełnie innego rodzaju. Klimatem bardzo nawiązuje do pierwszej części z 1982 r. Myślę, że miłośnicy tego filmu nie powinni być zawiedzeni. To, co pojawia się w wielu entuzjastycznych recenzjach, to zachwyt warstwą wizualną – pięknymi zdjęciami Rogera Deakinsa (znanego z współtworzenia takich filmów jak: „Skyfall” , „Sicario”, czy wielu filmów braci Coen). Rzeczywiście kadry i niezwykłe kolory robią wrażenie. To oczywiście kino popularne, ale za to najlepszego gatunku i z filozoficznym zacięciem. Ja obejrzałam z dużą przyjemnością!

Photon

reż. Norman Leto

Pozostajemy trochę w klimacie science fiction bo film „Photon” w swojej ostatniej części przedstawia subiektywną wizję przyszłości. Jednak to, od czego się zaczyna, i co moim zdaniem jest w nim najciekawsze, to przedstawienie początków powstawania wszechświata z punktu widzenia fizyki, chemii i biologii. Chociaż nasz przewodnik po tym świecie (jest nim naukowiec grany przez Andrzeja Chyrę) przyznaje, że trudno mówić o konkretnej nauce w przypadku najmniejszych cząstek materii. Ta pierwsza część, tłumacząca w obrazowy sposób najtrudniejsze zagadnienia naukowe to wielka zaleta filmu. Później, kiedy film przeszedł do opisu powstania człowieka i jego sposobów funkcjonowania, podobał mi się już znacznie mniej. Był wciąż interesujący, natomiast w humanistycznym kontekście, stawał się bezduszny. Rozumiem, że zamysłem autora było utrzymanie chłodnego i naukowego tonu, ale zabrakło mi w tym wszystkim piękna, które kryje się w człowieku (także z czysto biologicznego punktu widzenia). A już trzecia część – wspomniana wizja tego, w jakim kierunku zmierza świat i ludzkość – była całkiem przygnębiająca. Mimo wszystko na pewno warto obejrzeć ten film. Podobnie jak  „Twój Vincent” to coś zupełnie niepowtarzalnego i bezprecedensowego w kinematografii!

 

Piloci – musical w Teatrze Roma


W październiku miałam też szczęście zobaczyć najnowszy musical warszawskiego Teatru Roma. Opowiada on o polskich lotnikach biorących udział w Bitwie o Anglię, ale główną osią fabuły jest oczywiście historia miłosna. Realizacyjnie jest to spektakl na bardzo wysokim poziomie – śpiew, taniec, świetnie oddane realia epoki – wszystko odbiera się z dużą przyjemnością. Oczywiście, jak na musical przystało, postacie nie mają specjalnej głębi psychologicznej, ale chyba nie powinno się tego oczekiwać. Wiem, że kilkanaście lat temu, wyszłabym z teatru zachwycona, teraz jednak okres największej fascynacji tym gatunkiem mam za sobą. Mimo to bardzo doceniam poziom realizatorski i rozmach przedsięwzięcia. Dla wszystkich miłośników gatunku, to pozycja obowiązkowa. Myślę, że też super propozycja dla większych dzieci, jeśli wyjaśnimy im wszystkie niuanse historyczne, które mogą być dla nich chwilami niezrozumiałe.

 

U króla Maciusia w Muzeum Polin

u króla maciusia

Rodzicom dzieci mieszkającym w Warszawie serdecznie polecam  „U króla Maciusia” w Muzeum Polin. To nie tyle sala zabaw, co cała kreatywna przestrzeń, w której można się bawić, ale też rysować, czytać książki, uczestniczyć w zajęciach.  Super miejsce do spędzania czasu z dziećmi, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowycm, kiedy nie zawsze chce się iść do parku. Bywamy tam z Różą na muzycznych zajęciach i bardzo nam się podoba! Za warstwę graficzną dla dzieci w Muzeum Polin (m.in widoczny powyżej plakat) odpowiada Kasia Walentynowicz, która robi naprawdę świetne prace. Możecie kojarzyć ją też z niedawnego festiwalu Kino Dzieci. Warto zajrzeć na jej stronę!

 

Polskie marki

Na koniec inpsiracji, chcę polecić Wam trzy polskie marki, które znam i lubię już od dłuższego czasu. Pan-Tu-Nie-Stał Marka odzieżowa wywodząca się z Łodzi – Pan Tu Nie Stał ma wśród mich znajomych naprawdę wiernych fanów (pozdrowienia dla Jacka! ;)). My sami stopniowo, ale nieubłaganie zaczęliśmy się nimi stawać. Zaletą ich ubrań (ale nie tylko!) jest przede wszystkim design, odwołujący się do PRL-u, ale w fajny, pomysłowy sposób. Do tego jakość – która często jest problemem w przypadku tego rodzaju produktów. Nie wszystko w ich ofercie jest w moim stylu, ale kiedy zsumuje się moją szafę i Maćka, to mamy już naprawdę sporo ich rzeczy i wszystkie świetnie się sprawdzają.

 

 

img02

 

Yope to z kolei marka kosmetyczna bazująca na ekologicznych recepturach. I znów w tym wypadku dużą zaletą jest design. Firm eko na polskim rynku jest już teraz całkiem sporo, ale tylko Yope ma tak ciekawe opakowania! A do tego dobre składy produktów i piękne zapachy! Cieszę się, że powstają u nas takie świetnie biznesy i odnoszą sukces! Ciekawy wywiad z ludźmi, którzy stoją za tą marką, można przeczytać tutaj.

 

 

ranozebrano

 

Rano Zebrano to jeden z naszych sposobów na radzenie sobie z brakiem sklepów w pobliżu domu. Teraz jest z tym trochę lepiej, ale jeszcze jakiś czas temu byliśmy skazani na malutki osiedlowy sklepik. Dlatego często korzystaliśmy i wciąż korzystamy z zakupów spożywczych przez internet. Staramy się też, żeby przynajmniej niektóre produkty (np. warzywa i owoce) były ze sprawdzonego źródła. Rano Zebrano jest pod tym względem super, bo bazuje na sezonowych produktach. Każdy dostawca jest tutaj opisany, wiadomo, które towary są ekologiczne, skąd pochodzą. Minusem jest oczywiście wysoka cena wielu z nich, ale to akurat zrozumiałe w tym wypadku.

 

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZosiaInspiracje października

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *